sobota, 8 marca 2014

Rozdział 2: Kilka miesięcy później..

Rano obudziłam się bardzo wypoczęta chociaż miałam kaca. Nic nie pamiętam z wczoraj, może Leon mi przypomni..Właśnie gdzie jest Leon?! Obudziłam się i obok go nie było.
-Śniadanie dla księżniczki-rzekł wchodząc do sypialni i jedzeniem na tacy.
-Dziękuje-uśmiechnęłam się i wzięłam od niego tacę-Myślałam, ze sie zmyłeś.  
       Leon nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się. Wiedzialam że, coś o gryzie a ja musiałam znać prawdę. Może, Ludmiła ją zna? Muszę się do niej wybrać - w końcu jesteśmy przyjaciółkami. Po śniadaniu -jakże wyśmienitym- wymyśliłam jakąś bajkę Leonowi że, muszę iść do sklepu. 
-Gdzie wychodzisz?-zapytał siedząc przed telewizorem-Chyba nie spotkać się z Diego.
-Coś ty znowu wymyslił?!-wrzasnęłam i tupnęłam nogą-Nie mogę wyjść do sklepu?
-Yyy-jąkał się-Nie wiedziałem, że do sklepu. Przepraszam.
-Już dobrze-westchnęłam-Idę zanim zamkną sklep. 
         Wyszłam z domu i kierowalam się w stronę domu Ludmiły. Za około 15 minut byłam już na miejscu. Zapukałam w drzwi i zaraz drzwi otworzył Diego.
-Cześć-powiedziałam i zrobiłam zdziwioną minę-Nie ma Ludmi? I co to za dziecko?-dopytywałam się. Za wszelka cene chcialam wiedziec.
-To ty nie wiesz?-zrobił krok w tył-Wejdź opowiem Ci.
    Weszłam do ich domu. Siadłam na kanapie.
-No to opowiadaj-uśmiechnęłam się.
-Najpierw pójdę zaparzyć kawę-podszedł do mnie-Przypilnujesz go?
-Jasne ale, kto to jest?-wzięłam od niego dziecko-Chyba jestem nie na czasie.
-Dowiesz się w swoim czasie-powiedział i poszedł do kuchni. Za 5 minut był spowrotem.
-Proszę-położył kawę przede mną na stole-Może już mi go oddać.
-Okej-oddałam mu dziecko-No to mów co do jasnej cholery sie tutaj dzieje!
-Ludmiły nie ma-powiedział-To dziecko to nasz syn.
-Co?-zatkało mnie-Czemu ja nic nie wiem?!
-Nie chcieliśmy nikomu mówić-skierował wzrok w podłogę-To jest przykre dla wszystkich.
-Dobrze rozumiem-wzięłam łyka napoju-Ale gdzie jest Ludmiła?
-Ehhh-westchnął-No w więzieniu no..
-Co?!! Za co?!-krzyczałam z niedowierzaniem.
-Za kradzież.
-Co wy zrobiliście?!
-Były nam potrzebne pieniądze-zaczął-Nie mieliśmy innego pomysłu..To ja chciałem iść do więzienia! Ale ona kazała mi się opiekować Oscarem..
-Oscarem?-spojrzałam na dziecko.
-Tak to Oscar-uśmiechnął się-Wracając do tematu..Ludmiła za niedługo wyjdzie kara kończy się jej za dwa dni.
-I tak to długo!-krzyczałam-Dobra wracam do domu, przyjadę pojutrze zobaczyć Ludmiłe.-wstałam z kanapy i wyszłam.
     *Kilka miesiecy później*
Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Tak WSZYSCY do znaczy:Maxi, ja, Leon, Fran, Fede, Ludmiła, Diego, Naty, Camila i Brodway.
 Ostatnio źle się czuję. Właśnie jadę z Leonem do lekarza, zobaczyć co i sie dzieje. 
-Dzień Dobry panie doktorze-uśmiechnęłam sie siadając krześle.
-Dzień Dobry.-odwzajemnił uśmiech-Proszę aby pan wyszedł ponieważ, w sali nie może być więcej niż 2 osoby-ja i pacjent/pacjentka.-rzekł a Leon wykonał jego polecenie. Pół godziny później wyszłam z sali.
-I jak?-zapytał Leon-Violu cos nie tak?
-Nie nie-posmutniałam-Leon musze ci coś powiedzieć..
-No mów-rzekł z niecierpliwością.
CDN.
-
myślę że sie podoba bo mi wyjątkowo tak !Chociaż nie miałam zbytniej weny:)